Orzeczenie

Ponieważ jak wiemy: z autyzmu można wyjść i prowadzić normalne życie, chłopaki dostają orzeczenia o niepełnosprawności na czas określony.

Kuba – znaczny stopień, Janek – umiarkowany. Żeby było ciekawiej: Kubie ZUS orzekł trwałą i całkowitą niezdolność do pracy i samodzielnej egzystencji, bezterminowo. Zespół Orzekania ds. Niepełnosprawności jak widać tej opinii nie podziela. Ale z Kubą i jego orzeczeniem cyrk się zacznie dopiero za dwa lata, a póki co mamy na tapecie Janka.

Ostatnie Janka orzeczenie straciło ważność latem ubiegłego roku. We właściwym czasie zgromadziliśmy i złożyliśmy wszystkie dokumenty, potrzebne do wystąpienia o nowe orzeczenie. I jeśli wam się wydaje, że takie sprawy załatwiane są od ręki, bo przecież 25letni autysta ma u orzecznika segregator grubszy od wszystkich tomów Władcy Pierścieni, to jesteście w błędzie.

Najpierw przysłali nam wezwanie do uzupełnienia dokumentacji o historię choroby z ostatnich dwóch lat, od lekarza psychiatry, ewentualnie z poradni zdrowia psychicznego. Pod rygorem odrzucenia wniosku.
Już lekko na wkurwie (bo zaświadczenie od psychiatry, że pacjent nadal jest autystyczny i nadal nie wymaga leczenia psychiatrycznego, było dołączone złożonego wniosku) napisaliśmy wyjaśnienie, że takiej dokumentacji nie ma i dlaczego.

Następnie przyszło powiadomienie, że nie są w stanie dotrzymać ustawowego terminu wyznaczenia komisji i przedłużają ważność poprzedniego orzeczenia (czyli tego, które wygasło w lipcu), do 31 stycznia 2026.

Niemal równolegle kończyło się orzeczenie ZUS. Tam też złożyliśmy wszystkie odpowiednie dokumenty (w sumie te same, co do Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności).

Że to powinno być w jednym miejscu załatwiane? No serio? Nie za łatwo byśmy mieli?

Nowa decyzja z ZUSu przyszła pocztą, rozpatrzona zaocznie, wydana na 3 lata. Bo jak ktoś w wieku 25 lat nie jest zdolny do pracy z powodu wrodzonej niepełnosprawności, to z pewnością trzy lata później coś się zmieni. Bez komentarza.

Wysłaliśmy im tę nowiutką decyzję ZUS o przyznaniu renty socjalnej ze względu na trwałą niezdolność do pracy. Ze zwrotką.

Zero reakcji.

Mamy połowę stycznia. Nadal cisza. Piter dzwoni do nich, żeby dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja. Bo może znowu nas do czegoś wezwali i poczta nie dostarczyła. Albo co.

Nie może uzyskać informacji, ponieważ nie jest do tego uprawniony. Musi dzwonić Janek.

Dzwonią dziś obaj. Tym razem nikt w ogóle o żadnych upoważnieniach nie wspomina, ale na tym koniec radości. Bo terminu komisji nie ma. I można się dowiadywać w przyszłym tygodniu, ale możliwe, że do końca stycznia tego terminu nam nie wyznaczą.

Co wtedy?

A bo ja wiem?

Przedłużka orzeczenia o niepełnosprawności traci ważność i formalnie Janek nie jest osobą niepełnosprawną. Czyli traci uprawnienia do wszelkich ulg – co można jakoś przeżyć, ale traci również uprawnienia w tytułu niepełnosprawności. Czyli na przykład terapię. Albo udział w projektach PFRONu. Albo miejsce w ośrodkach terapii zajęciowej – gdyby uczestniczył. Bo instytucja powołana do pomocy i wsparcia osób niepełnosprawnych nie może od pół roku wyznaczyć terminu komisji.

To tyle, jeśli chodzi o te nieprawdopodobne ułatwienia, jakie podobno w ostatnim czasie sypią nam się, niczym z rogu obfitości.

Nie chcielibyście się zamienić. Uwierzcie.