Poniedziałki od dawna są moim ulubionym dniem tygodnia. Przez lata przynosiły chwilę spokoju po rodzinnym weekendzie, albo – […]
Autor: Jo
Znacie to uczucie, kiedy przypadkiem kliknęliście w jakiegoś reelsa, a tam babka opowiada ludziom waszą historię? I nagle […]
Mój dzisiejszy nastrój oceniam jak powyżej. Całe szczęście, że jestem pacyfistką, więc właśnie szarpie mną moralne rozdarcie. Jest […]
Odniosłam ostatnio ogromny sukces: dogadałam się sama ze sobą w niezwykle trudnym temacie: W jakim notesie prowadzić dziennik? […]
Miałam regularnie pisać. Proszę bardzo. Piszę. Naprawdę nie potrafię wymyślić lepszego tytułu posta, przepraszam. Mózg mi nie działa. […]
Słyszysz „Tomaszów” – myślisz: „Demarczyk”!
Ale choć wykonanie Ewy Demarczyk jest poruszające, a muzyka Koniecznego hipnotyzuje, to bardzo mi przykro, ale tych słów nie wypowiada kobieta.
Wspomnienie Mimozami jesień się zaczyna,Złotawa, krucha i miła.To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,Która do mnie na ulicę […]
Próbowałam… Ze dwa razy…
Bardzo chciałam pisać o czymś innym, niż o Rutynie i Chaosie z AUTYZMEM w tle. Bo ja naprawdę mam różne rzeczy w głowie i nie wszystkie dotyczą moich synów oraz idiotycznego systemu parawsparcia dla rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi w tym kraju. Ale za każdym razem autyzm właził mi tam i się rozpychał. Bo tak naprawdę większość mojego życia jest przez niego zdominowana od prawie 30 lat.
Do Bystrzycy pojechaliśmy ze względu na ulubioną reklamę Jakuba. Wrocław znalazł się na naszej liście dzięki Jaśkowi.
Od dawna męczył o ten Wrocław, a wiosną zadeklarował, że przeznaczy na noclegi swoją rentową trzynastkę. Sami rozumiecie, że była to propozycja nie do odrzucenia (chociaż nikt z nas nie posiada konia wyścigowego, o ile mi wiadomo). W ten sposób wracając z Werony, zahaczyliśmy również o Wrocław. A ponieważ Piter dysponował zniżką na jeden z hoteli, to zatrzymaliśmy się w miejscu na wystarczająco ekskluzywnym, żeby zatrzeć wcześniejsze wakacyjne niedociągnięcia.
Na dworcu kolejowym w Bystrzycy nakręcono reklamę piwa Lech. Od lat jest to jedna z ulubionych reklam Jakuba – nie pytajcie dlaczego, bo tego nikt nie wie. Ja bym stawiała na Should I Stay or Should I Go The Clash lecące w tle, ale kto tam go wie, tego Jakuba.
Wracaliśmy jak zwykle przez Kalsdorf. A ponieważ dotarliśmy do Oekotelu wcześnie, postanowiliśmy zjeść kolację w Graz. Ja nie wiem, czy nie powinnam tego jakoś odmienić i napisać, dajmy na to, w Grazu…
Kuba miał ten Graz na swojej Liście Rozpaczy w maju, więc uznaliśmy, że zrobimy mu przyjemność. No i zrobiliśmy.
Lubimy wysyłać kartki z wakacji. Czy też raczej lubiliśmy. Przez lata z każdego wyjazdu wysyłaliśmy kilka pocztówek! Najpierw […]
Kuba nam wczoraj urządził trening przetrwania. Nie wiadomo, co mu nie pasowało, więc dla uproszczenia można uznać, że wszystko. A że zbiegło się to z naszymi deficytami cierpliwości, to… wiadomo…
Od paru godzin nie mogę wyjść ze zdumienia: trafiłam na lekarza, który nie tylko nie wpadł w panikę na hasło „toczeń”, nie dość, że wie, co mówi, to jeszcze wie, o czym ja mówię!
To jest jakiś obłęd: w tym domu ciągle się sprząta i ciągle jest bałagan! Mam wrażenie, że Jasiek codziennie coś odkurza i myje, a efektów nie widać! Ja mam tego dość. On ma tego dość. Trzeba coś zmienić.