Wsiadłam na rower. Pierwszy raz w tym roku. Tak, wiem że mamy połowę lipca. Wcześniej rower nie wchodził […]

Zablokowałam sobie wczoraj telefon. Nie że specjalnie: po prostu byłam tak zdenerwowana, że wpisałam niewłaściwy PIN. Trzykrotnie. I […]

Nie jestem specjalną fanką Ameryki. Nigdy nie marzyłam, żeby zobaczyć Nowy Jork i tak dalej. Ale mam zamerykanizowane kulturowo dzieci, więc żeby im sprawić przyjemność, pojechaliśmy wczoraj do Elektrowni Powiśle. Na amerykańskie hot-dogi. Czy Wariackie Papiery miały z tym coś wspólnego? Być może…

Ta książka ma wszystko, co mnie tak irytuje: podwójną narrację (z dodatkowymi cytatami), nieudolną główną bohaterkę i jej przebojową oraz odnoszącą oszałamiające sukcesy przyjaciółkę, aż nazbyt przypominającą charakterem moją siostrę kogoś, kogo dobrze znam i kto mi nieustannie urozmaica życie, dupków płci męskiej (bo przecież to feministyczna literatura, więc nie znajdziesz w niej jednego normalnego mężczyzny) i villę we Włoszech, która nie jest moja.

Ma też kilka zalet: wciągającą fabułę, zagadki, które trzymają do końca i człowiek chce poznać ich wyjaśnienie oraz włoską villę (która niestety nie jest moja).

Prognozy zapowiadają 38°C, BlueBoy ma szlaban na włóczenie się po mieście (chyba, że go ojciec podwiezie), Piter zawiesza Kubie udział w zajęciach poza domem. Lato.

Krótko mówiąc: umieramy, klimatyzator nam padł, chłodzenie podłogowe nie wyrabia a pies ostentacyjnie wchodzi pod moje łóżko na hasło: „Luna! Spacerek!”.

Czyli mamy lato… A od dwóch dni nie można nawet udawać, że jest inaczej, bo poszły wianki i […]

Nadszedł czas corocznej higienizacji (jak się teraz ładnie nazywa czyszczenie zębów). To znaczy nadszedł już kilka miesięcy temu, […]