Nie jestem specjalną fanką Ameryki. Nigdy nie marzyłam, żeby zobaczyć Nowy Jork i tak dalej. Ale mam zamerykanizowane kulturowo dzieci, więc żeby im sprawić przyjemność, pojechaliśmy wczoraj do Elektrowni Powiśle. Na amerykańskie hot-dogi. Czy Wariackie Papiery miały z tym coś wspólnego? Być może…

Prognozy zapowiadają 38°C, BlueBoy ma szlaban na włóczenie się po mieście (chyba, że go ojciec podwiezie), Piter zawiesza Kubie udział w zajęciach poza domem. Lato.

Krótko mówiąc: umieramy, klimatyzator nam padł, chłodzenie podłogowe nie wyrabia a pies ostentacyjnie wchodzi pod moje łóżko na hasło: „Luna! Spacerek!”.

Nadszedł czas corocznej higienizacji (jak się teraz ładnie nazywa czyszczenie zębów). To znaczy nadszedł już kilka miesięcy temu, […]

Kończy się jedna z najdziwniejszych majówek w moim życiu. I nie mam tu na myśli tego, że nigdzie nie wyjechaliśmy, bo na ogół nie wyjeżdżamy. Byliśmy raz. W Sopocie. Nigdy więcej. Nie chodzi mi również o to, że spędzamy majówkę po polsku, czyli malując Jaśka pokój i robiąc grilla. Bo lubimy grilla, remont Jaśka pokoju sama osobiście wymyśliłam, a majówka była jedynym terminem, w którym Piter mógł się nim zająć.

Dziwność, czy też: najdziwniejszość tej majówki polega na tym, że nikogo nie zabiłam, a że mamy prawie dziesiątą wieczorem, jest szansa, że już tego nie zrobię.