– pomyślałam rano słysząc padający deszcz i podciągając kołdrę. Nieziemski upał, a potem przenikliwe zimno i deszcz. Typowe. […]
Kategoria: Rutyna Chaosu
Nie jestem specjalną fanką Ameryki. Nigdy nie marzyłam, żeby zobaczyć Nowy Jork i tak dalej. Ale mam zamerykanizowane kulturowo dzieci, więc żeby im sprawić przyjemność, pojechaliśmy wczoraj do Elektrowni Powiśle. Na amerykańskie hot-dogi. Czy Wariackie Papiery miały z tym coś wspólnego? Być może…
Termometr na balkonie pokazał 44,4°C. O szóstej trzydzieści po południu. W sumie zimą powiedzielibyśmy, że wieczorem. W naszych […]
Prognozy zapowiadają 38°C, BlueBoy ma szlaban na włóczenie się po mieście (chyba, że go ojciec podwiezie), Piter zawiesza Kubie udział w zajęciach poza domem. Lato.
Krótko mówiąc: umieramy, klimatyzator nam padł, chłodzenie podłogowe nie wyrabia a pies ostentacyjnie wchodzi pod moje łóżko na hasło: „Luna! Spacerek!”.
Ja tu tak narzekam na BlueBoya, szczególnie w okresie przedświątecznym czy urodzinowym, że jego lista potencjalnych prezentów jest […]
Nadszedł czas corocznej higienizacji (jak się teraz ładnie nazywa czyszczenie zębów). To znaczy nadszedł już kilka miesięcy temu, […]
8 lat temu: OKMamy wyniki testów gimnazjalnych.Nie chcecie wiedzieć.Ja prawdę mówiąc wolałabym ich nie znać. Co było dalej? […]
Niezamierzenie wyszedł nam urodzinowy weekend Jakuba. Dzień urodzin był tak udany, że postanowiliśmy go przedłużyć o sobotę i niedzielę. Co nam z tego wyszło?
Nie było trupa na plaży, ani w kanapie, ale niewiele brakowało, a nadrobiłabym to zaniedbanie. Czyli kilka słów o naszych krótkich wakacjach w Ustce.
Przez jakiś czas próbowałam odzyskać trochę własnego, nienaznaczonego autyzmem życia. Rzadziej pojawiałam się na Rutynie zostawiając ją Jaśkowi, […]
Mieliśmy jechać dziś na wycieczkę z Kuby ŚDS. Po weekendzie wiedziałam, że nie dam rady. Czasami tak jest, […]
Jesteśmy trochę takimi psychofanami Leonardo… Chodzimy na wszystkie poświęcone mu wystawy, pojechaliśmy do Vinci i nie odpuściliśmy sobie […]
Stanowczo sprzeciwiam się pomówieniom, jakobym ignorowała urodziny Pitera. Nieprawdą jest absolutną. Ja się po prostu nieco pogubiłam w […]
Może wam wydawać to śmieszne, ale dla mnie to był prawdziwy problem. Rodzice wymyślili że po 12 latach […]
Kończy się jedna z najdziwniejszych majówek w moim życiu. I nie mam tu na myśli tego, że nigdzie nie wyjechaliśmy, bo na ogół nie wyjeżdżamy. Byliśmy raz. W Sopocie. Nigdy więcej. Nie chodzi mi również o to, że spędzamy majówkę po polsku, czyli malując Jaśka pokój i robiąc grilla. Bo lubimy grilla, remont Jaśka pokoju sama osobiście wymyśliłam, a majówka była jedynym terminem, w którym Piter mógł się nim zająć.
Dziwność, czy też: najdziwniejszość tej majówki polega na tym, że nikogo nie zabiłam, a że mamy prawie dziesiątą wieczorem, jest szansa, że już tego nie zrobię.