Kończy się jedna z najdziwniejszych majówek w moim życiu. I nie mam tu na myśli tego, że nigdzie nie wyjechaliśmy, bo na ogół nie wyjeżdżamy. Byliśmy raz. W Sopocie. Nigdy więcej. Nie chodzi mi również o to, że spędzamy majówkę po polsku, czyli malując Jaśka pokój i robiąc grilla. Bo lubimy grilla, remont Jaśka pokoju sama osobiście wymyśliłam, a majówka była jedynym terminem, w którym Piter mógł się nim zająć.

Dziwność, czy też: najdziwniejszość tej majówki polega na tym, że nikogo nie zabiłam, a że mamy prawie dziesiątą wieczorem, jest szansa, że już tego nie zrobię.

Nigdy nie rozumiałam, dlaczego ludzie boją się diagnoz. Niektórzy unikają ich poznania, inni wręcz zaklinają wszystkich świętych, żeby to tylko nie było coś tam. I ja tego nie rozumiem, bo diagnoza nie generuje choroby, tylko ją nazywa. A nazwanie problemu po imieniu, często pozwala się z nim uporać, albo chociaż stawić czoła.

Wernisaż za nami. Wystawa świetna. Prace tak różne, jak ich autorzy. Moje zdjęcia, robione w niesprzyjających dobieraniu kompozycji i światła warunkach, nie oddają ich walorów, więc raz jeszcze zachęcam: jeśli możecie – wybierzcie się na Korotyńskiego 13 w Warszawie. Centrum Aktywności Międzypokoleniowej udostępniło wystawie galerię na piętrze. Można spokojnie obejrzeć ekspozycję, już bez takich tłumów, jakie były na wernisażu.

W ramach obchodów Miesiąca Świadomości Autyzmu, Jakuba ŚDS organizuje szereg ciekawych imprez, na które serdecznie zapraszamy. Wernisaż, o […]

Mieliśmy ostatnio parę spotkań z Jankiem, takich zewnętrznych. Od komisji orzekającej niepełnosprawność, po rozmowy w Pałacu o Jaśka […]