Wczorajszy post o wolontariacie Janek napisał sam, z lekkim wspomaganiem. Nie robiłam mu korekty, nie poprawiałam literówek ani stylu. Pisaliśmy w pewnym sensie razem: on proponował zdanie, a potem je obrabiał, żeby można było zrozumieć sens wypowiedzi. Moja rola polegała na zapalaniu czerwonego lub zielonego światła. Czasem podrzucałam słowo, albo zwracałam uwagę na konieczność poprawienia jakiegoś fragmentu. Bo Janek ma typową dla wielu autystów trudność z formułowaniem wypowiedzi.
Tak zresztą wyglądała cała jego edukacja: po powrocie ze szkoły raz jeszcze przerabialiśmy wszystkie lekcje, żeby zrozumiał, o co chodzi. Jaśka prace pisemne powstawały godzinami i uwierzcie mi: tysiące razy walczyłam z pokusą, żeby mu po prostu podyktować. Zamiast tego wyrąbywałam w jego mózgu ścieżki komunikacyjne i pracowałam nad nadawaniem wypowiedziom kształtu, pozwalającego je zrozumieć. Co nie zmienia faktu, że nadal niektóre osoby uważają, że po prostu siedziałam w domu i nic nie robiłam.
Ale wróćmy do wczorajszego wpisu na temat wolontariatu.
311 słów, 2 minuty czasu czytania. Napisanie go zajęło pół godziny. I to jest całkiem dobry wynik, z tym pisaniem. Składnia nieco się chwieje, gramatyka nie zawsze jest gładka. Nie chciałam tego poprawiać, chociaż Janek mnie prosił, z jednego powodu: żebyście zobaczyli taki prawdziwy, autorski zapis. Żeby mógł powstać, pracowaliśmy ciężko oboje przez ostatnich osiemnaście lat. Dzień po dniu. Nadal pracujemy. Ja wymuszam na nim budowanie zrozumiałych zdań, on się strasznie o to wścieka. Ale jedynie nieustanne ćwiczenie kompetencji komunikacyjnych daje szansę na bycie zrozumianym. Bo świat się nad Jankiem nie pochyli. Muszą się spotkać gdzieś w połowie drogi.
Więc jeśli gdzieś spotkanie w Internecie niezgrabną wypowiedź, nie zjeżdżajcie jej autora bezlitosną krytyką czy kpiną. Bo może stoi za nią człowiek, który latami ciężko pracuje nad tym, żeby w ogóle móc coś napisać czy powiedzieć. Wiem, że często trafimy na czyjeś niechlujstwo językowe albo braki edukacyjne. Ale możemy czasem przydzwonić osobie, która ze względu na swoją niepełnosprawność, nie jest w stanie komunikować się na wyższym poziomie.
Odrobina życzliwości każdemu się przyda.