Spadł wczoraj pierwszy śnieg. Ten śnieg jest bardzo ważny dla wszystkich mieszkających z Jakubem. Zastanawiałam się, czy nie napisać po prostu: dla Jakuba, ale to by nie była pełna prawda. Bo jak Jakub ma problem, to mamy wszyscy. Z Jakuba emocjami.
Dlaczego ten śnieg jest tak istotny? Bo można odhaczyć odpowiedni punkt w kalendarzu. Spadł śnieg. I nawet jeśli ten śnieg leży przez godzinę, a potem do marca ani płatka, to odhaczone jest. I Kuba daje nam pożyć, przynajmniej jeśli chodzi o śnieg. Więc my tego śniegu wypatrujemy, jak… no porównań i metafor tu można by wiele.
Wszyscy dobrze pamiętamy, jak jednego roku, wiele lat temu, zaczęło padać po południu i oboje z Piterem dosłownie modliliśmy się, żeby wytrwało do siedemnastej, kiedy Kuba wraca ze szkoły. Albo innej zimy: śnieg zaczął sypać wieczorem, a na następny dzień zapowiadano dodatnie temperatury, więc wyciągnęliśmy Jakuba na wieczorny spacer z psem, dla pewności porzucaliśmy namiastką śnieżynek i odetchnęliśmy ze spokojem, że teraz reszta sezonu może być jakakolwiek.
Zatem mamy od wczoraj ten niosący minimum ukojenia śnieg. Zauważyliście, że wszystko wtedy cichnie? Przynajmniej przy tym pierwszym, bezwietrznym, prawie na plusie, śniegowym puchu? Robi się nieco ciemniej i zdecydowanie ciszej, a ludzie zaczynają zastanawiać się, gdzie rok temu upchnęli bombki choinkowe.
To znaczy śniegowce i puchowe kurtki też, ale pierwsze na myśl przychodzą mi bombki. I satysfakcja, że udało się kupić drewno do kominka.
Mamy jeszcze jedną śniegową rodzinną tradycję: zmieniamy zastawę. To znaczy kubki i dzbanek do herbaty, bo resztę mamy zdecydowanie całoroczną 😉 I kiedy wczoraj Janek wyjął dzbanek w bałwanki i odpowiednie do niego filiżanki, to naprawdę zrobiło się tak jakoś świątecznie.
Do Wigilii został miesiąc.