Po pierwsze chcę powiedzieć, że ignoruję ten idiotyzm, jakim jest rozpoczynanie roku w styczniu. Może i Rzymianie mieli znaczący wkład w budowę europejskiej cywilizacji, ale z przeniesieniem początku roku w sam środek zimy, to pojechali po bandzie.
Po drugie: nie ma nic głupszego, niż noworoczne postanowienia, żyjące krócej, niż wysycha atrament, którym zostały zapisane.
A po trzecie: nadal jestem wyczerpana po wczorajszym sylwestrze z dwójką, do którego oglądania zmusili nas panicze (oraz wyrzuty sumienia za ubiegłego sylwestra, kiedy to nie wpadliśmy z Piterem na to, że Kuba marzy o oglądaniu w TVP sylwestrowego koncertu, co skończyło się przykro. Dla wszystkich.).
Jednak wypadałoby coś dziś napisać…
Już wiem. To ja krótko podsumuję 2025!
2025
Łatwy nie był. Organizacyjnie. Finansowo. A dla mnie w ramach bonusu: zdrowotnie.
ALE udało nam się złapać kilka PLUSów. Oto one:
- ŚDS Jakuba. Cudem totalnym, bo na zasadzie „Możecie tam złożyć podanie, ale i tak was nie przyjmą.” Przyjęli. Miejsce świetne. Terapeuci jeszcze bardziej. Kuba ma zajęcia – dopasowane do jego możliwości i ograniczeń (bo z jego socjalizacją to bywa różnie, ale przynajmniej wychodzi do ludzi, co też jest PLUSem). My – chwilę oddechu.
- Skoro przy Jakubie jesteśmy, to: KONIE. Też przypadkiem, bo po zamknięciu dawnego Klubu dla autystów, odezwała się do nas fundacja prowadząca zajęcia z hipoterapii z pytaniem, czy jesteśmy zainteresowani kontynuacją, już prywatnie, nie w ramach Klubu. My jak my, ale Kuba niemal wyskoczył z kapci i konsekwentnie na te konie jeździ (z Piterem). Na koniach również. Uwielbia to, podobnie jak wszelkie czynności wykonywane przed i po jeździe.
- Pałac w Wilanowie zapisuje nam się podwójnie: jako miejsce Janka aktywności i jako powód do spędzania czasu razem. To znaczy: ja i mój młodszy syn spędzaliśmy w tym roku tam czas, wspólnie angażując się w różne projekty, aczkolwiek starałam się nie wchodzić mu za bardzo w jego przestrzeń. Wyszło chyba dobrze. W każdym razie ja jestem zadowolona, bo również przez Pałac…
- …wróciłam na rower. Ciężko, bo po 20 latach siedzenia na kanapie nie mam mięśni, ale wróciłam. I jest szansa, że wiosną znów zacznę jeździć, co mi bardzo ułatwia życie.
- Absolutnym PLUSem jest co roku nasz dom. Mimo wszelkich turbulecji z nim związanych. Mimo zaciskającej się czasami finansowej obróżki i kpin, że to taki kompaktowiec wielkości mieszkania. Kochamy go.
- Częściowo udały nam się wakacje. Te dobre chwile przeplatały się z cholernie ciężkimi, więc bilans wychodzi bliżej zera, ale fajne rzeczy też były i trzeba o nich pamiętać.
- Piter każe mi napisać, że pierwsza część hydrauliki na wsi została zrobiona. Ja może z zachwytami zaczekam na drugą. Bo ten wiejski dom… nie, miało być o PLUSach.
- O, takim PLUSem niewątpliwie było to, że spotkałam się z bratem na urodzinach Madre.
- 25 urodziny Jaśka, czterodniowe, też bym na PLUS zaliczyła.
- Ostatni PLUS jest bardzo osobisty. Przestałam mieć nieuzasadnione wyrzuty sumienia po stawianiu granic. Jestem tym tak zdumiona, że zaczynam planować na następny rok kolejne kroki w kierunku odzyskania choćby śladowej cząstki własnego życia i nastraja mnie to wyjątkowo optymistycznie.
Dobry rok? Zły rok? Powiedziałabym, że RUTYNOWY. I wypełniony CHAOSEM.
A jak wasze podsumowania?