Nie jestem fanką hollywoodzkich dekoracji domu na święta, takich a la „elektrownia wysiadła”, ale jakiś świąteczny akcent by się przydał… Padło na wianek na drzwiach wejściowych. Nie, żebyśmy mieli jakieś inne, ale to naprawdę dobrze brzmi. Te drzwi wejściowe.
W trosce o dobrostan okolicznych ptaków, nie zdecydowaliśmy się na ozdobę z plastiku, tylko grzecznie powędrowaliśmy do świeżo otwartej kwiaciarni i kupiliśmy dekorację z gałązek i owocków.
Nie ukrywam, że chęć przystrojenia domu adwentowym akcentem związana była poniekąd z ciekawością, bo tę kwiaciarnię otworzył sąsiad ogrodnik, u którego często kupujemy różne rośliny do ogródka. A kwiaciarnia, obok apteki, była jedną z rzeczy, której mi tu brakowało.
Nie wiem, jak dalej pójdzie nam kwiaciarniania „współpraca”, bo wianek zaczął się lekko osypywać. Dwa dni po zakupie. Więc rokowania, że dotrwa do Świąt są umowne. Jeszcze gdyby był mróz… ale mrozu nie ma…
Cóż, najwyżej będziemy myśleć…
Ale przynajmniej żadne sikorki i gile nie zakończą żywota po zeżarciu plastikowych kulek, udających jagódki.