Urodzinowe refleksje

26 urodziny już za mną, to był bardzo fajny weekend. Prezenty były super i bardzo mi się przydadzą np. nowy portfel i pokrowiec na gitarę, bo stare już się zużyły. Dostałem też nową rakietę, bo stara naprawdę była stara i trzeba było ją wreszcie wymienić. Ja sobie kupiłem nowy zestaw lego i nadal go układam (prawie 4000 elementów).

Zaprosiłem też gości i właśnie ci goście przypomnieli mi dawne czasy. Zrobiło mi się trochę nostalgicznie. Przypomniało mi się jak w dzieciństwie jeździliśmy do Świdnika do babci i do dziadka. Spotykaliśmy się tam z rodziną, babcia zawsze robiła dla nas naleśniki i dobrą zupę. I moje ulubione ciasto Snikers, z orzechami. Ja wtedy nie jadłem orzechów i dałem się nabrać wujkowi Jackowi że to są chrupki, co moja mama potem wykorzystywała przeciwko mnie. Takie życie. Chodziliśmy na spacery i czasem na lody których już teraz nie ma. Mieliśmy ulubiony plac zabaw, a w małym pokoju były stare klocki lego moich kuzynów. Bardzo lubiłem tam jeździć i nie mogę uwierzyć że to wszystko się skończyło.

Przypomniały mi się też wyjazdy na wieś do Wygnanowa gdzie ciocia Ela ma letnisko. Czułem się tam jak na wakacjach. Cisza, spokój, relaks, dużo przyrody, siedzieliśmy z Kubą na hamaku albo na kocu pod drzewem. I chociaż teraz wiem że dla rodziców te wyjazdy były czasem bardzo trudne to jako dziecko mam z nich super wspomnienia.

Z dni minionych, czyli takich co już nie wrócą, mam też wspomnienia jak jeździliśmy do Łodzi na obiad do babci i dziadka. Albo na święta. Zwłaszcza kojarzą mi się święta i jak tam spotykała się cała rodzina, tego chyba brakuje mi najbardziej. Oczywiście graliśmy też na konsoli wuja Michała, bo w domu nie mieliśmy.

Ale najbardziej brakuje mi tych rodzinnych spotkań z ludźmi. To były super przeżycia, a teraz to już tylko wspomnienia. Może mama ma rację kiedy mówi że trzeba doceniać to co się ma teraz, bo chyba nie zawsze tak robimy, a potem nie da się cofnąć czasu i trochę tego żal.