Co roku zawsze, ale to ZAWSZE robimy ciasto na piernik. Staropolski, dojrzewający który trzeba przygotować miesiąc wcześniej. To jest nasza tradycja od dzieciństwa i zawsze pilnuję żeby go zrobić.
Jak robimy ciasto na piernik, to zawsze cofam się w czasie kiedy byłem małym przedszkolakiem – a wiadomo że dzieci najbardziej czują magię świąt. Więc robienie piernika wprowadza mnie w świąteczny nastrój.
Startujemy po Wszystkich Świętych 1 listopada. Najpierw trzeba rozpuścić w garnku miód z cukrem i tłuszczem (smalcem najlepiej) i zostawić do ostygnięcia. Później trzeba połączyć pozostałe składniki, dobrze wymieszać i włożyć do pudełka. Potem pudełko włożyć w zimnym miejscu aż do grudnia, u nas to lodówka bo nie mamy spiżarni.
Po urodzinach babci wyjmujemy ciasto i pieczemy z nich placki. Kiedyś robiła to mama, a teraz wszyscy się włączamy, więc można powiedzieć że jest to naprawdę rodzinna tradycja.
Teraz przechodzimy do najlepszego punktu… chociaż nie, najlepsze to będzie jedzenie! Ale zanim będziemy mogli jeść musimy przełożyć placki moim ulubionym kremem babci Halinki (no mówiłem że rodzinna tradycja!) powidłami śliwkowymi (jedyny dżem śliwkowy jakim jadam) i polewą czekoladową (jasne że wyjadam resztki z garnka co za pytanie!). Ale to już przed samą wigilią.
Nie wyobrażam sobie świąt bez piernika pysznego. To jest dla mnie taka sama tradycja jak ubieranie choinki.
Jeśli chcecie zrobić nasz piernik, przepis znajdziecie na Oberżynie.