Wilk z lasu.

Dobrze, czy ja jestem rąbnięta i biorę na warsztat książkę, będącą kontynuacją serii, którą przed chwilą zjechałam?

A czy ja mówiłam, że nie?

Kiedykolwiek???

Jednakże ciągnie wilka do lasu, a najbardziej podobają nam się piosenki, które znamy, prawda?

Wykreowany przez Jadowską świat nie pozwala tak łatwo o sobie zapomnieć. Mimo niedociągnięć fabularnych i nękania czytelnika niektórymi opisami.

Ciekawa byłam również, czy coś się w tej irytującej miejscami narracji zmieniło. Bo przecież Koźlaczki połknęłam z przyjemnością, niczym pelikan z SQNowych toreb na książki. Więc może… Nadzieja umiera ostatnia.

I powiem wam tak: dobrze, że się złamałam. Bo Wilk z lasu jest spoko. A powrót do starych znajomych tak łatwy, jakby w ogóle się ich nie pożegnało.

I teraz najlepsze: to jest pierwszy z trzech tomów. Trzymam kciuki, żeby trzymały poziom!


Wilk z lasu, Aneta Jadowska