Chaos.

Takie dni zdarzają się chyba po to, żebyśmy za bardzo nie przywiązali się do nieuzasadnionego optymizmu.

Kuba cierpi, a my z nim.

Po zmianie leków nastąpiło zdecydowane pogorszenie. Zgaga wypalająca układ pokarmowy i nie pozwalająca ani na zjedzenie czegokolwiek, ani na normalne funkcjonowanie.

Niestety tąpnięcie pogarszającego się od dwóch tygodni stanu nastąpiło poza domem. Na poprawę nastroju Kuby nie pomogło nawet szukanie zimowych butów do jazdy. Dopiero kupiony w akcie desperacji koktajl mleczny nieco złagodził jego cierpienie.

To, że nikt nikogo tam nie zabił, osobiście uważam za cud noworoczny. Podobnie jak skuteczność leku zaordynowanego przez łapaną na cito! naszą homeopatkę. Wróciliśmy wykończeni, bez sił i chęci do życia. Wszyscy.

Dziś od rana jest spokojnie. Nie, że w ogóle bez problemów, ale spokojnie. Śniadanie zjedzone. Pytania o następne posiłki. Kuba siedzi u siebie i coś tam maluje. Zostawiamy go w spokoju. Nam też by się przydał…