Hobby

Namawiamy Pitera, żeby znalazł sobie hobby. Bo hobby jest niezbędne. Dla zachowania równowagi. Inaczej człowiek cały czas grzęźnie w tym samym.

Na samym początku naszego małżeństwa wprowadziłam jedną zasadę: po pracy nie rozmawiamy o pracy. I chociaż początkowo Piter był tym nieco zirytowany, to szybko docenił jak duże znaczenie dla higieny psychicznej ma ta zasada. Oczywiście przez ponad ćwierć wieku nie dało się całkowicie oddzielić życia od pracy, czasami wdzierała się nam w prywatność dość brutalnie, ale zasady są po to, żeby było do czego wracać.

Hobby. Pasja, która przekierowuje uwagę na zupełnie inne obszary.

U mnie zaczęło się od rozpaczliwej próby ocalenia resztek umiejętności posługiwania się normalnym językiem. A potem przyszły social media i możliwość funkcjonowania społecznego, w jakiejkolwiek formie. Tak narodziły się moje blogi i to wprowadziło mnie do wirtualnego świata. Ale dzisiaj nie o kontrowersyjności internetu chciałam pogadać, tylko o hobby… Zatem jednym z moich hobby jest pisanie i sociale… Spalcie mnie na stosie…

Na ostatnim spotkaniu rodzinnym „wypłynęły” moje lalki. O ludzie… żebyście widzieli ten miks niedowierzania z politowaniem… W sumie to było dość ciekawe do obserwowania i wywołało u mnie pewne refleksje. Że te moje lalki, podobnie jak Jaśka lego, nigdy nie znajdą zrozumienia u kogoś, kto nie ma pasji życiowej. I to nie muszą być lalki czy klocki, bo zapalony kolekcjoner czegokolwiek pozna wariata i odkryje w nim bratnią duszę bez względu na tematykę kolekcji. Ponieważ tu chodzi o pasję!

Najszybciej zrozumienie znajduje Jakub. Nie dlatego, że jest autystyczny, ale dlatego, że uprawianie sztuki zawsze było społecznie doceniane. Można się ironicznie uśmiechać na widok jego akwareli, a sam fakt, że wolny czas spędza przy sztaludze, z pędzlem w ręku, budzi jakiś tam szacunek. Janka łucznictwo też, bo ostatecznie to nie jest popularny sport i jako taki budzi zainteresowanie, a fakt, że sam sobie to łucznictwo wymyślił i od siedmiu lat na nie jeździ, bez względu na pogodę, robi większe wrażenie niż trenowany przez osiemnaście lat tenis – bo co to za sensacja, skoro o tenisie mówią wszyscy (i wszyscy się znają, nawet jeśli nigdy nie mieli w ręku rakiety).

Dla mnie pisanie jest ćwiczeniem na zachowanie sprawności intelektualnej. Oraz źródłem frustracji. Lalki podobnie. Taki masochizm w wersji intelektualno-emocjonalnej. Bo mam za mało cierpienia w życiu i jakoś muszę to nadrobić. Bo jeszcze by mi boskość odbiła i co wtedy?

No i teraz ciśniemy Pitera, żeby sobie wymyślił hobby…

Póki co się opiera. Że niby czasu nie ma… Pomysłów…

Ja bym mu hobby wymyśliła od ręki. Nawet parę. Ale rzecz w tym, że to ma być JEGO pasja, nie moja. A to oznacza, że czeka mnie sporo pracy nad wyrwaniem umysłu mojego męża z okowów migracji i transmisji danych…

Czy też tego, co z jego umysłu zostało…