Odwołanie

Odrzucili Jaśka odwołanie od decyzji zespołu orzekającego, że nie jest osobą niepełnosprawną.

Nie będę, jeśli pozwolicie rozwijać wątku niepełnosprawności mojego syna, bo i tak na tym blogu jest zatrzęsienie opowieści na ten temat, a jeśli raz jeszcze zacznę wyjaśniać, co o tym myślę, to mnie szlag trafi i nie będzie komu pilnować sądu. Bo teraz pozostaje nam jedynie droga sądowa, więc Piter siedzi nad wnioskiem, albowiem… No właśnie… Albowiem…

Poprzednim razem, kiedy musieliśmy iść do sądu, pismo przygotował nam prawnik z Synapsis. Obecnie prawnicy z Synapsis takich pism nie piszą. Można im przysłać gotowe, żeby sprawdzili, czy nie zostanie odrzucone ze względów formalnych. Dlaczego? Bo mają tyle odwołań, że nie są w stanie ich obsłużyć.

I tu przechodzimy do sedna.

Internet zalał mnie postami rodziców autystycznych dzieci, cudem usamodzielnionych przez komisje ds. orzekania o niepełnosprawności. W uzasadnieniach nacisk kładzie się właśnie na samodzielność pomimo zdiagnozowanych chorób, które jednak, wg. komisji, nie wpływają znacząco na sposób funkcjonowania.

U AUTYSTÓW

Zatrzymam się, zanim znowu trzeba będzie wzywać do mnie pogotowie.

Otóż fenomen uzdrowienia z niepełnosprawności 25letniego autysty, od 20 lat posiadającego dokumentację medyczną potwierdzającą zaburzenia funkcjonowania uniemożliwiające samodzielną egzystencję, wynikają z wprowadzonego z fanfarami świadczenia wspierającego.

Może czytaliście „ile teraz może dostać osoba niepełnosprawna, jeśli podliczy się rentę, dodatki i świadczenie wspierające” – co daje jakieś oszałamiające kwoty rzędu 8 tysięcy miesięcznie.

Osobiście nie znam nikogo, kto by dostał takie pieniądze, ale opinia publiczna jest święcie przekonana, że pływamy w szampanie i smarujemy się importowanym masłem z nudów. Tymczasem w praktyce zastosowano sprytne rozwiązanie: komisje nie przyznają żadnego stopnia niepełnosprawności, nawet w oczywistych przypadkach, podkreślają brak wpływu choroby na samodzielność i odrzucają odwołania, ograniczając w ten sposób do minimum liczbę petentów mogących złożyć wniosek o świadczenie wspierające!

FB kipi wkurwem rodziców, totalnie bezsilnych wobec powyższych praktyk. I nawet jeśli za moment eksploduje, to nie sądzę, aby na rządzących zrobiło to jakiekolwiek wrażenie. Kłamstwa wyborcze przeszły gładko, nikt się nawet nie zająknął. Petycje odnoszące się do bardzo konkretnych zastrzeżeń w procedowanych ustawach są wrzucane do zamrażarki i tam dogorywają swych dni, póki papier nie nada się do utylizacji. Nic nowego. Bez względu na to, kto jest przy korycie. Znaczy u władzy.

I ten rozmiar nieszczęścia mnie przeraża. Bo to nie są statystyczne przypadki. To są ludzie. Niepełnosprawni, którym nie dane przeżyć normalnie życia i ich opiekunowie – w bardzo podobnej sytuacji. Oraz ściana, o którą możemy sobie porozwalać łby, bo nic innego nam nie pozostało.


To nie jest tylko kwestia pieniędzy. Bez orzeczonej niepełnosprawności Janek nie ma prawa do obecności opiekuna w wielu sytuacjach, w których sam sobie nie poradzi. Bo my tu mówimy o konkretnym człowieku, który mając autystyczne ograniczenia nie jest w stanie samodzielnie iść przez życie.

Nie wytłumaczy się samodzielnie Straży Miejskiej ani kontrolerowi biletów w autobusie. Każdy lekarz ma prawo wyrzucić nas z gabinetu (osobiście doświadczyłam kilka razy, kiedy poprzednim razem się odwoływaliśmy). Telemarketer może mu wcisnąć każdą umowę. Oszust oszukać, bo Jasiek ma ograniczoną czujność w przypadku manipulacji.

Pracuję z nim ponad 20 lat. Mam rezultaty lepsze, niż wszyscy terapeuci, do których trafialiśmy. Ale nadal to nie jest samodzielność. Nie przekroczymy pewnych granic, nawet jeśli byśmy pracowali nad nimi nieustannie. Ślepego nie nauczysz widzieć. Głuchy nie odzyska słuchu, jeśli spędzi życie w filharmonii. Autysta nie wypracuje skutecznie pełnej samodzielności, nawet jeśli komisja uważa inaczej.