Gdybym miała wskazać coś, co znacznie ułatwiłoby nam codzienne życie z Jakubem, bez chwili zastanowienia wskazałabym na zewnętrzny autorytet.
Lista udogodnień jest dość długa, ale ten zewnętrzny autorytet zdecydowanie zajmuje na niej topowe miejsce. Ponieważ Jakub jest konsekwentnie odporny na nasze próby wpłynięcia na jego zachowanie. A my jesteśmy wobec tej konsekwencji bezsilni.
Odkąd pamiętam Kuba kategorycznie oddzielał obszary funkcjonowania. Dom to dom. Szkoła to szkoła. A terapia to terapia. Te obszary nie miały prawa się mieszać, dokładnie tak, jak mięso, ziemniaki i surówka na talerzu. I o ile w przypadku obiadu można od biedy nawet użyć tacek cateringowych (chociaż moje skojarzenia biegną raczej w kierunku stołówek z enerdowskich kolonii dla dzieci…), tak w życiu nie da się przeprowadzić tak zdecydowanych rozdziałów. Ba! Nawet nie powinno, bo każdy terapeuta ci powie, że podstawą sukcesu jest współpraca! No chyba, że mamy do czynienia z Jakubem, który generalnie nie przyjmuje powyższych zasad do wiadomości.
I tak na przykład nigdy nie udało mi się robić z Kubą sekwencji z Synapsis, a Piter przeżywał katusze usiłując odrabiać z nim lekcje. Bo Jakub sobie takiej współpracy nie życzył.
Podczas szkolnej edukacji toczyliśmy wojny z nauczycielami, którzy nie byli w stanie tego zrozumieć. Wojny polegały na próbach wytłumaczenia, że albo nasz syn dostanie pracę domową, którą jest w stanie sam zrobić (zakładając optymistycznie, że będzie miał na to ochotę), albo wróci z pustym zeszytem. Tertio non datum. I czasami faktycznie odrabiał te prace domowe, bywało że z zaangażowaniem, ale wyrzucał nas z pokoju, kiedy próbowaliśmy zobaczyć, co robi.
Był w stanie opanować nową umiejętność, jeśli uczono go jej w szkole lub na zajęciach. Kiedy próbowaliśmy nauczyć go czegoś nowego w domu – natychmiast reagował histerią i wycofaniem. I chociaż czasami udawało nam się wypracować nowe schematy, to trwało to długo, burzliwie i wyłącznie wtedy, gdy Jakub uznał, że przynosi mu to korzyść. Przekonanie go do używania sztalugi zamiast rozkładania bloku i akwareli na biurku koło komputera trwało chyba z rok i wymagało nieziemskiego opanowania oraz odporności na jego reakcje… O picie wieczorem naparu ułatwiającego trawienie walczyliśmy przez wiele tygodni, zanim sam odkrył, że mu pomaga. Przykłady można mnożyć.
I tu właśnie wchodziłby Zewnętrzny Autorytet. Terapeuta lub Asystent, z którego zdaniem Jakub by się liczył i którego sugestie, uwagi i wskazówki byłby uprzejmy wziąć pod uwagę. I to miałoby szansę zadziałać, w zasadzie bez względu na temat.
Tylko nikt nie daje Autyście wsparcia w postaci Zewnętrznego Autorytetu.
Jego rodzicom też nie.