Do Bystrzycy pojechaliśmy ze względu na ulubioną reklamę Jakuba. Wrocław znalazł się na naszej liście dzięki Jaśkowi.

Od dawna męczył o ten Wrocław, a wiosną zadeklarował, że przeznaczy na noclegi swoją rentową trzynastkę. Sami rozumiecie, że była to propozycja nie do odrzucenia (chociaż nikt z nas nie posiada konia wyścigowego, o ile mi wiadomo). W ten sposób wracając z Werony, zahaczyliśmy również o Wrocław. A ponieważ Piter dysponował zniżką na jeden z hoteli, to zatrzymaliśmy się w miejscu na wystarczająco ekskluzywnym, żeby zatrzeć wcześniejsze wakacyjne niedociągnięcia.

Wracaliśmy jak zwykle przez Kalsdorf. A ponieważ dotarliśmy do Oekotelu wcześnie, postanowiliśmy zjeść kolację w Graz. Ja nie wiem, czy nie powinnam tego jakoś odmienić i napisać, dajmy na to, w Grazu…

Kuba miał ten Graz na swojej Liście Rozpaczy w maju, więc uznaliśmy, że zrobimy mu przyjemność. No i zrobiliśmy.