Jednym z niezaprzeczalnych walorów Corte San Mattia jest jego położenie na wzgórzu. Z ogrodów, tarasów i okien widać Weronę i jest to widok, który za każdym razem chwyta mnie za serce i przypomina dawne czasy. No i właśnie dlatego, że przypomina, tym razem było to niezbyt komfortowe.
Przez dwadzieścia lat uważałam, że Agri byłoby idealnym miejscem do spędzenia dowolnie długich wakacji i jedyną rzeczą, jaką mi w nim potencjalnie brakuje jest basen.
No i ten basen zrobili.
Kilka lat temu z zachwytem wskakiwaliśmy do wody, to znaczy głównie chłopaki, bo pływanie z takim widokiem to naprawdę jest coś!
Tym razem jakby wszystko sprzysięgło się przeciw nam… Bo basen, owszem, był na miejscu, ale przy basenie działa się zbrodnia. I nie mam tu na myśli zażywających rodzinnych wakacji rodzin z małymi dziećmi na dopingu, tylko serwowanie drinków. No i może ja jestem szurnięta, ale alkohol pity w basenie, w upalny włoski dzień, na dodatek ze szklanych kieliszków, zdecydowanie nie mieści mi się w głowie. A w połączeniu z pozostałymi „atrakcjami” z pewnością odbiera cały urok spokojnego relaksu. Tak że ten… Niby fajnie. Z naciskiem na niby.
Chłopcy postanowili wykorzystać ten basen na maksa i codziennie chodzili pływać, bo gorąco było nieziemsko, a oni pływać lubią. Ja natomiast wykorzystałam pewien poranek, kiedy skończyło podać, a ludzie jeszcze nie wylegli z pokojów (bo w Agri oprócz kilku domów/apartamentów są jeszcze zwykłe pokoje hotelowe) i zrobiłam moim lalkom sesję zdjęciową.
Co za pytanie… oczywiście, że zabrałam lalki… nawet tego nie będę komentować…
I kiedy tak przy pustym basenie cykałam te foty, pomyślałam jak pięknie by było mieć tę ciszę tylko dla siebie. Nie licząc cykad. A potem przyszli jacyś goście, więc zwinęliśmy się i pojechaliśmy na dół coś pozwiedzać.
