Nie mieliśmy w tym roku w planach żadnych wyjazdów zagranicznych. Plan był taki, że wszystkie pieniądze przeznaczamy na dokończenie letniska. Ale tuż przed wyjazdem do Ustki Kuba urządził nam taki popis swojej frustracji (a ma potencjał), że mając do wyboru rezygnację z tej usteckiej majówki, albo zmianę planów, woleliśmy to drugie. Zwłaszcza, że dopadły mnie wyrzuty sumienia. Jakub skazany jest na nas tak samo, jak my na niego. Ma prawo do swoich preferencji i wyborów. A on jest przyzwyczajony do corocznych wakacji za granicą. I gdyby potrafił, to by nam to po prostu powiedział, ale jest jak jest i jedynym sposobem wyrażenia emocji jest dla niego zawieszenie się na problemie i zrobienie z niego kataklizmu.
Kuby histeria nie była jedynym powodem, z którego zaczęłam rozważać zmianę planu. W tym roku mija 35 lat emigracji mojej siostry, a więc i moich związków z Italią. Oraz 25 lat naszych wspólnych, rodzinnych włoskich wakacji. No i gdybyśmy jednak pojechali, to byłby nasz 20 wyjazd do Włoch…
Wszystko to razem sprawiło, że postanowiliśmy docisnąć budżet i do tej Werony pojechać. Choćby na kilka dni.
Corte San Mattia
Znam to miejsce od 35 lat. Moja siostra pracowała dla rodziny. Ćwierć wieku temu Franceska dawała nam klucze do wszystkiego i pokój prywatny przy kuchni, żebyśmy mogli sobie z niej korzystać. Jej dzieci pamiętam jak ledwo chodziły. Jeździmy do tego agri dłużej, niż żyją niektórzy jego pracownicy. A teraz spotkała nas sytuacja, która nie tylko wprawiła nas w osłupienie, ale przede wszystkim uświadomiła, że nic nie trwa wiecznie, a nasza relacja z San Mattia właśnie przeszła do historii.
Nie jestem jakoś strasznie roszczeniową turystką, ale niegotowy o 16.00 pokój mimo wszystko uważam za mocne niedociągnięcie. Kuba zaczął się denerwować, a za chwilę zdenerwował się jeszcze bardziej, bo recepcjonistka postanowiła ulokować nas w sąsiednim apartamencie twierdząc, że są identyczne.
Nie są. I ja to wiem. A ona potrzebowała konsultacji ze sprzątaczkami kończącymi mycie podłóg. Ale największą aferę spowodowało nasze żądanie piątego łóżka, fizycznie istniejącego w tymże apartamencie, ale z jakiegoś powodu uznawanego za nieistniejące. A uzasadnienie, że w środę dołącza do nas na jedną noc piąta osoba, wywołało szereg nieprzyjemnych uwag o konieczności dopłacenia jakiejś absurdalnej kwoty. Ponieważ nie istnieje opcja wynajęcia apartamentu bez śniadania!
Tu małe wyjaśnienie: wynajmujemy od ponad 20 lat to samo mieszkanie w agri. No wiecie: wakacyjny apartament z kuchnią, czuj się jak u siebie w domu i zachowaj swobodę działania. Pięcioosobowy. Płacąc za mieszkanie, nie od osoby. I właśnie okazało się, że ta wersja nie jest już aktualna, tylko nikt nie pofatygował się umieścić stosownych informacji w ofercie.
I może komuś się to wydać jakąś nieistotną bzdurą, ale czasami o takie bzdury wszystko się rozbija i nam się rozbiło. I mimo że moja siostra przyjechała, a my po prostu zignorowaliśmy nowe zasady, a na śniadanie zjechaliśmy wszyscy do baru dla lokalsów, to coś się skończyło i był to koniec smutny, przygnębiający i uświadamiający, że nic nie trwa wiecznie.
[ciąg dalszy nastąpi]
Nieco więcej o okolicznościach, które przyczyniły się do tego wyjazdu, można przeczytać tu: