Kończy się jedna z najdziwniejszych majówek w moim życiu. I nie mam tu na myśli tego, że nigdzie nie wyjechaliśmy, bo na ogół nie wyjeżdżamy. Byliśmy raz. W Sopocie. Nigdy więcej. Nie chodzi mi również o to, że spędzamy majówkę po polsku, czyli malując Jaśka pokój i robiąc grilla. Bo lubimy grilla, remont Jaśka pokoju sama osobiście wymyśliłam, a majówka była jedynym terminem, w którym Piter mógł się nim zająć.
Dziwność, czy też: najdziwniejszość tej majówki polega na tym, że nikogo nie zabiłam, a że mamy prawie dziesiątą wieczorem, jest szansa, że już tego nie zrobię.
Mieliśmy w planach:
- malowanie Janka pokoju
- zrobienie sesji zdjęciowej w botaniku w Powsinie (bo potrzebowałam czegoś, co by udawało góry skaliste)
- usunięcie uschniętych tui z żywopłotu
- wtachanie na taras na poddaszu skrzyni na poduchy
- pozostałe prace porządkowe w ogródku
Pierwszego dnia panowie, czyli Piter i Janek, wzięli się za oklejanie drzwi, okien, przestawianie mebli i zaznaczanie, gdzie są kołki w ścianach. W południe.
Moja uwaga, że trochę późno, nie została przyjęta zbyt życzliwie, a przy komentarzu, że zaznaczanie miejsc, gdzie są kołki, w ścianie, którą przecież mają wykleić korkowymi płytami, jest totalnie bez sensu, weszliśmy w otwarty spór. Kiełbaski z grilla, jedzone o zdecydowanie zmierzchowej porze, odchorowywałam pół nocy.
Drugiego dnia malowali. Też tak jakoś od południa. Zrezygnowałam z Powsina i zaaranżowałam plan zdjęciowy pod fontanną. Nie każcie mi się wypowiadać na ten temat, błagam. Zrobiłam cannelloni ze szpinakiem, bo inaczej nie byłoby obiadu. Ani kolacji.
A skoro przy jedzeniu jesteśmy… Kuba zażądał zupy-rosół. Bo Kuba nie tknie rosołu, kiedy jest, ale gdy go akurat nie mamy w planach, to nagle okazuje się, że bez niego nie może żyć. Zatem w przerwie między jednym a drugim malowaniem pojechaliśmy szukać otwartego w sobotę sklepu z nadającym się na rosół mięsem.
W niedzielę nastąpiło klejenie korka. I ja szanuję mojego męża za to, że z oddaniem ten korek kleił, ale byłoby o wiele lepiej, gdyby posłuchał od razu moich sugestii, a nie robił po swojemu. Bo ja kiedyś wyklejałam sobie korkiem ścianę, a on nie.
No ale co ja się znam przecież…
Natomiast chwila, gdy Piter przeczytał, że klej, którym zamierza przyklejać ten korek, jest do podłóg, nie ścian, oraz dwadzieścia minut, jakie po tym nastąpiły, pozostaną na długo w naszej pamięci.
I wtedy właśnie Madre wyraziła swoje rozczarowanie tym, że zdawkowo odpisuję jej na pytania o to, jak nam mija miła majóweczka.
Owszem, wiedziała, że mamy remont, bo Janek jej zdawał na bieżąco relację.
Ostatecznie Piter użył kleju na ściany, odkrywając, że jak się korek przyłoży, to umarł w butach, Alleluja i zrywać można razem z tynkiem, o ile w ogóle, zatem żadne poprawki nie wchodzą w grę.
Tu Kuba po raz dziesiąty zadał pytanie: „Czy w Janka pokoju jest remont?”, a Janek po raz dziesiąty o mało nie eksplodował, bo na słowo „remont” od miesiąca reaguje nieco nerwowo.
Kamelia mnie zapytała, czy zrobiłam również zdjęcia nocne.
Janek zabrał brata na rower, co było wyzwaniem, bo od dwóch lat brat odmawiał jeżdżenia z Jankiem. I wcale się nie dziwię. Ale chyba panowie jakoś się dogadali, bo wrócili zadowoleni. Obaj. A potem był rosół.
Termometr pokazał 27 stopni. No ja nie wiem, jak mają inni ludzie, ale dwudziestostopniowy skok temperatury w ciągu dwóch dni, mnie osobiście nokautuje.
Rozrzuciłam dwa wory kory, bo mi żal było roślin męczących się na ugorze. No i poczułam, że muszę pozbyć się narastającej wściekłości.
Jan nie spalił mięsa, chociaż pierwszy raz sam grillował, bo Piter nadal przyklejał korek.
Stajnia spuściła gnojówkę do kanałku obok osiedla, więc można zapomnieć o otwarciu okien… Ja jestem ciekawa, czy naprawdę nikt tego nie może ukrócić… No ale jak ktoś sprzedał pod osiedla te wszystkie hektary dokoła, to co się będzie przejmował, że jego ścieki płyną sobie do Jeziora Powsinkowskiego… Kto bogatemu zabroni?
Mam serdecznie dosyć i cieszę się, że ta majówka za mną. Jeszcze tylko muszę jutro pozaklejać dziury tam, gdzie się korkowe płyty rozjechały nieco, pozdejmować folie, może uda mi się wystawić część kartonów z Jaśka rzeczami z mojego pokoju, bo za chwilę się zabiję idąc w nocy do łazienki… Spoko. Przynajmniej zupę mam na jutro…
Ściganie stolarza w sprawie mebli zostawię mężowi… Co ja się będę wtrącać w męskie sprawy…