Smartfon

Zablokowałam sobie wczoraj telefon. Nie że specjalnie: po prostu byłam tak zdenerwowana, że wpisałam niewłaściwy PIN. Trzykrotnie. I zlekceważyłam ostrzeżenie, że za trzecim razem karta SIM zostanie zablokowana i trzeba będzie użyć PUKa.

Problem w tym, że nie mam PUKa. To znaczy może i gdzieś on jest, ale nie mam pojęcia gdzie. Trzeba zatem zadzwonić do czegoś tam, pewnie Biura Obsługi, albo na Infolinię i uzyskać nowy PUK. Tyle, że nie mogę tego zrobić, bo mój telefon formalnie należy do mojego męża, który podpisywał umowę z operatorem.

Dlaczego mój mąż podpisywał umowę z operatorem na mój telefon? Hm… W sumie dobre pytanie… Może dlatego, że nie mam stałego dochodu i żaden operator nie uzna mnie za wiarygodnego abonenta?

To znaczy obecnie mam. Zasiłek dla Matki Autysty. Ale ten zasiłek uzależniony jest od aktualnego orzeczenia o niepełnosprawności, a to to orzeczenie trzeba co kilka lat występować, bo przecież wiadomo: niesamodzielny autysta może nagle zostać właścicielem przynoszącej miliony firmy i nie będzie potrzebować opieki rodzica.

Na szczęście przypadkiem dowiedzieliśmy się, że zasiłek można dostać również na podstawie ZUSowskiego orzeczenia o całkowitej niezdolności do pracy oraz niesamodzielności życiowej, a że Jakub jest posiadaczem takiego, to i ja mogłam odetchnąć z ulgą, bo mój zasiłek zyskał status bezterminowego. I może nawet jakiś operator podpisałby ze mną na jego podstawie umowę, kto wie?

Ale kilka lat temu telefon musiał wziąć mi mąż i tu wracamy do wczorajszych wydarzeń.

Telefon padł. Mąż był na pięćdziesiątym tego dnia callu. Pomyślałam, że nawet dobrze się składa, bo sobie odwyknę.

Bo ja jestem beznadziejnie uzależniona od smartfona. Mam tego świadomość. Staram się walczyć. Ale nie daję rady.

Więc brak telefonu postanowiłam przyjąć z wdzięcznością dla Losu i zająć się robieniem bransoletki z Kamieni Atlantydy, czyli larimaru, uznawanego za kamień wewnętrznego spokoju, który ma wspierać medytację, łagodzić stres i przywracać równowagę emocjonalną.

No i wszystko szło całkiem nieźle. Aż do chwili, kiedy Kuba przyszedł z informacją, że mu się farby skończyły.

Samo zamówienie farb nie jest jakoś szczególnie skomplikowane. Natomiast nie da się za nie zapłacić inaczej, niż BLIKiem… A do BLIKA potrzebny jest telefon…

Następnie przeczytałam maila z informacją, że w paczkomacie czeka na mnie zamówienie. Do odebrania którego wystarczy QR z aplikacji. W telefonie.

Po czym poszły mi plecki, na które działa w tej chwili jeden tylko specyfik i on jak na złość jest na wyczerpaniu, a zamówione następne opakowanie utknęło gdzieś w transporcie i jak je ostatni raz widziałam, nadal miało status „w doręczeniu”. Od tygodnia z hakiem. Przy czym do wyjaśnienia sprawy i ewentualnego anulowania oraz złożenia nowego zamówienia przydałaby się… no co? APKA oczywiście!

Do końca dnia pojawiło się jeszcze parę podobnych problemów i wieczorem byłam naprawdę zmęczona i zniechęcona. Obawiam się, że sprawy zaszły za daleko i pozostaje mi jedynie popracować nad ograniczeniem bezmyślnego korzystania ze smartfona. Bo całkowita rezygnacja z niego, bardzo skomplikuje mi życie.