Jesteśmy trochę takimi psychofanami Leonardo… Chodzimy na wszystkie poświęcone mu wystawy, pojechaliśmy do Vinci i nie odpuściliśmy sobie Anchiano. Ja osobiście uważam, że był największym geniuszem wszech czasów i ciężko by było przekonać mnie do zmiany zdania.
O wycieczkach włoskimi śladami Leonardo pisałam na starej Rutynie. Gdzieś tam w Internecie pewnie można znaleźć te zapiski. Tym razem, w urodzinowy weekend Pitera, wybraliśmy się na wystawę immersyjną, której autorzy postanowili postawić na przeciwko siebie dwóch wielkich mistrzów Renesansu.
Lubimy wystawy immersyjne. Angażują – zgodnie z nazwą – na wielu poziomach. Z perspektywy rodzica autystów jestem nimi zachwycona nie mniej, niż moi synowie. A w szczególności Jakub.
Mój ojciec zapytał kiedyś, tak w swoim stylu, co takiemu autyście (nie wiem, dlaczego to słowo zawsze brzmi w jego ustach jak obelga…), w ogóle to daje. Ale osób myślących w ten sposób jest więcej. Nie raz spotkaliśmy się z podobnymi uwagami. Czy nie szkoda nam czasu, pieniędzy, zaangażowania dla takich dzieci? Po co chodzić z nimi na wystawy, do muzeum, na koncerty?

Co mu to daje?
Nie wiem. Może po prostu jest szczęśliwy? Może udział w widowisku, w którym obraz i dźwięk oddziałują na zmysły, a człowiek zanurza się w świecie sztuki, jest dla Jakuba doświadczeniem, które chce przeżywać? Równie dobrze moglibyśmy zapytać, dlaczego ludzie w ogóle słuchają muzyki? Dlaczego obcują ze sztuką? Dlaczego szukają doznać estetycznych?
Nie dowiemy się od Jakuba, czym są dla niego wystawy immersyjne. Jedyne, co nam pozostaje, to umożliwić mu uczestniczenie w nich. I to właśnie robimy.













Krótką relację z tej wystawy możecie zobaczyć na naszym profilu IG – niestety tu nie potrafię wrzucić nagrania 🙁