Mieliśmy jechać dziś na wycieczkę z Kuby ŚDS. Po weekendzie wiedziałam, że nie dam rady. Czasami tak jest, że człowieka wyłącza z normalnego funkcjonowania. A toczeń nie przepada na słońcem i upałem.
Poszłam dziś z chłopakami na spacer. 30 minut, z psem, dokoła osiedli. Wróciłam ledwo żywa, błogosławiąc przebłysk zdrowego rozsądku, który powstrzymał mnie przed wycieczką.
Kupiliśmy truskawki. Zaraz zrobimy tagliatelle ze szparagami. Jeśli Kuba będzie miał dobry humor może obejrzymy wreszcie Sonic 3. Wieczorem Piter pojedzie z nim na konie.
Dzień Matki. Taki sam, jak wszystkie pozostałe dni w roku.
