Lato

Czyli mamy lato… A od dwóch dni nie można nawet udawać, że jest inaczej, bo poszły wianki i ogniska, a tłu, entuzjastów znowu ledwo zmieścił się w Stonehenge. A u nas, jakby w odpowiedzi na ten zew, zrobiło się temperaturowo jak w piekarniku i to bez termoobiegu. Niby jakiś wietrzyk powiewa, ale nie powiem, żeby była z tego jakakolwiek korzyść.

Więc co ja robię? Poza darciem szat, że zaraz umrę.

Wyobrażam sobie. I przypominam. Głównie morze i baseny. No OK, we Włoszech, gdzie temperatura identyczna, jak w tej chwili u nas. Ale te włoskie upały jakoś lżej się znosi. Bo w wodzie. I kiedy taki FB mi podstawia, że dzisiaj, tylko rok temu, moczyliśmy tyłki w Morzu Tyrreńskim, to mi się jakoś tak niefajnie robi.

Ja chcę nad morze!