… czyli: czasami cuda się zdarzają.
Lato. Upał. Dla niektórych: wakacje. Dla mnie: horror. Nie tylko z powodu temperatury i palącego słońca. Nie mam butów.
Siadły mi stopy. Pewnie ze starości. Rezultat tego jest taki, że w tej chwili chodzić mogę jedynie w klapkach. Dokładniej: w kupionych rok temu, na wyprzedaży w supermarkecie klapkach Brickenstock Madrid. I tu nawet nie pamiętam, czy to była Follonica, czy Grosseto – dość, że już w poprzednie wakacje moje stopy odmówiły współpracy z posiadanymi butami, w rezultacie czego musiałam kupić cokolwiek, w czym da się chodzić przez pozostałe dwa tygodnie urlopu. Głupio myślałam, że to chwilowy foch, ale w ciągu kolejnych miesięcy okazało się, że wręcz przeciwnie i w zasadzie wszystkie buty mam do wymiany. Poza jedną parą starych kozaków, rozdeptanymi do granic przyzwoitości butami jachtowymi i parą snickersów Ecco.
Kolejne próby znalezienia butów, w których nie odparzy mi się latem stopa, nie poobcierają mnie do krwi i dam radę w nich chodzić dłużej, niż dwie godziny, kończyły się porażką. A próbowałam chyba wszystkiego: butów na szeroką stopę, butów dla seniorek i barefootów. Te ostatnie owszem, nie uwierały, ale nie obstawiałabym zakładu, co mnie szybciej wykończy: obcas czy zupełnie płaska podeszwa…
No i wtedy przypomniałam sobie o tych snikersach.
To znaczy nie, ja o nich pamiętałam cały czas, bo przecież w nich chodziłam, jednak nie rozważałam sandałów Ecco zupełnie, bo jest to marka poza moim zasięgiem finansowym. Ale byłam załamana prognozami zbliżających się upałów, które przyjdzie mi przechodzić w domowych klapkach, co nie do końca jest dobrym rozwiązaniem.
I wtedy właśnie stał się cud. Złapały mnie algorytmy i raz w życiu się do czegoś przydały. Ponieważ podstawiły mi informację o wyprzedaży… sandałków w Ecco!!!
Złamałam się. Kupiłam. Jechały chyba tydzień.
Chodzę w nich trzeci dzień.
Są idealne.