Willa

Ta książka ma wszystko, co mnie tak irytuje: podwójną narrację (z dodatkowymi cytatami), nieudolną główną bohaterkę i jej przebojową oraz odnoszącą oszałamiające sukcesy przyjaciółkę, aż nazbyt przypominającą charakterem moją siostrę kogoś, kogo dobrze znam i kto mi nieustannie urozmaica życie, dupków płci męskiej (bo przecież to feministyczna literatura, więc nie znajdziesz w niej jednego normalnego mężczyzny) i villę we Włoszech, która nie jest moja.

Ma też kilka zalet: wciągającą fabułę, zagadki, które trzymają do końca i człowiek chce poznać ich wyjaśnienie oraz włoską villę (która niestety nie jest moja).

I właśnie dla tej villi z basenem i stawem przeczytałam powyższą książkę, bo podobał mi się jej klimat. Nie jako miejsca zbrodni (o czym wiadomo od początku opowieści), ale bardziej jako odwiecznej mojej tęsknoty za śródziemnomorskimi wakacjami, które w sumie mogłyby trwać cały rok. Tak tylko mówię.

I ku własnemu zdziwieniu przyznaję, że było warto. Bo jest to jedna z lepszych książek, na jakie ostatnio trafiłam. Mimo wszystkich wymienionych powyżej minusów.

To, co mnie najbardziej irytowało, czyli zmiany narratora i cytatowe wstawki, dobrze by się sprawdziło w filmie. Bo i cała książka była chyba pisana pod kątem „A może ktoś ją kupi na scenariusz?”. I wiecie co? Chętnie bym taki film obejrzała. Dla tej włoskiej villi oczywiście.


Willa, Rachel Hawkins w tłumaczeniu Katarzyny Rosłan