Nie jestem specjalną fanką Ameryki. Nigdy nie marzyłam, żeby zobaczyć Nowy Jork i tak dalej. Ale mam zamerykanizowane kulturowo dzieci, więc żeby im sprawić przyjemność, pojechaliśmy wczoraj do Elektrowni Powiśle. Na amerykańskie hot-dogi. Czy Wariackie Papiery miały z tym coś wspólnego? Być może…
Początkowo miały być burgery, bo Jasiek zawsze nas namawia na burgery właśnie. Ewentualnie robi z ojcem grilla. Ale tym razem ja miałam interes na mieście, więc padło na EP, a tam na hot dogi, chociaż Food Hall oferował również burgery i mnóstwo innych opcji. I kiedy wróciliśmy do domu, zupełnie przypadkiem trafiłam taką informację:

Czyli przypadkiem zjedliśmy najbardziej czwartolipcowe danie 😀
No i hod dogi jedzą: Sonic, Tales, Tina oraz Newt. Na szczęście Panicze ograniczyli listę do absolutnych podstaw.
Cała Elektrownia była odpowiednio przystrojona, a spotykane wszędzie cheerleaderki dodawały swoistego charakteru (chyba miały jakieś okolicznościowe występy). W rezultacie moi synowie byli z wyjścia bardzo zadowoleni, mimo początkowych dąsów Jakuba.
W skrócie wyszło nam jakoś tak:

Hod dogi mają ogromne! Jeżeli wszystko w USA jest tak imponujące, to oni chyba muszą mieć jakieś dodatkowe żołądki… jak Alf… Ale przyznam, że bardzo nam smakowały, te hod dogi, chociaż frytki już oddałam dzieciom, bo chyba bym pękła.
Ostatnio rzadko wychodzę z domu. Bo i tłumy, i zapachy, i w ogóle. Ale czasami dobrze jest przypomnieć sobie, jak ludzie żyją.