Znacie to uczucie, kiedy przypadkiem kliknęliście w jakiegoś reelsa, a tam babka opowiada ludziom waszą historię? I nagle wszystko wskakuje na swoje miejsce, a film z waszego życia przestaje być oniryczną etiudą na granicy absurdu, a staje się dokumentalnym reportażem autobiograficznym?
Wreszcie rozumie się, dlaczego tak, skąd te reakcje lub ich brak, jakim cudem człowiek pakował się w totalnie idiotyczne historie i pozwalał się traktować tak, jak pozwalał.
I nie – to nie ma nic wspólnego z tezą, że rodzice w niczym nie zawinili, bo wszystkiemu winna nieneurotypowość Spieprzyli swoją robotę i nie zamierzam na ten temat podejmować dalszych dyskusji – żeby mi to było jasne. Mam na myśli wyłącznie osobiste uwarunkowania, które przejawiały się w niezrozumiały dotychczas sposób.
Zrobiłam badania przesiewowe w trzech różnych poradniach. 97-98% zgodności i zalecenie przeprowadzenia pełnej diagnozy. Do tego samego namawiają mnie lekarze, z którymi rozmawiałam, bo mając diagnozę na papierze, może nie będę musiała wiecznie tłumaczyć, że nie na wszystkie leki reaguję zgodnie z podręcznikiem. Nie wiem. Na razie nie mam skąd wziąć pieniędzy na taką diagnozę. Ale jest mi o wiele lżej odkąd wiem, co tu się dzieje.
Nie używam tego ADHD jako wymówki, natomiast jestem bardziej wyrozumiała dla siebie i nie miotam się w spekulacjach, dlaczego, do ciężkiej cholery, znowu coś takiego odwaliłam. To naprawdę ulga. Jeszcze nie wiem, co z tym dalej zrobię, ale Marianna mówi, że warto sięgnąć po profesjonalne wsparcie, bo pomaga.
I teraz najśmieszniejsze: ja dokładnie potrafię wskazać moment, kiedy mi się objawy nasiliły. Tam nasiliły… tąpnęło nimi z przytupem. Po pierwszym covidzie. Ja go bardzo ciężko przechodziłam. I długo nie mogłam dojść do siebie. I absolutnie jestem pewna, że mnóstwo rzeczy mi się wtedy poprzestawiało. Na przykład przestałam się dostosowywać za wszelką (własną) cenę do oczekiwań innych ludzi. Po prostu przełączyłam się w tryb „nie zamierzam dłużej sobie wmawiać, że mnie to obchodzi”. I myślałam, że to może po chorobie i przejdzie. Nie przeszło. Za to ja odcięłam się od wszystkiego, co wysysa ze mnie życie. Posprzątałam. Ustawiłam granice. Dałam ostatnie szanse. Kto chciał – skorzystał. Komu się wydawało, że jak zwykle pogadam sobie, a potem będzie jak dawniej – wyleciał. Bezpowrotnie.
Poza mężem i synami. Ale to temat na zupełnie inną opowieść.