Nowy rok szkolny, tylko inaczej

Jak co roku rozpoczęła się szkoła. Poszedłem do szkoły podstawowej kiedy miałem 8 lat i uczyłem się tam przez kolejnych 7. Miałem tam fajnych nauczycieli. Najbardziej lubiłem dwie moje wychowawczynie, panie od polskiego i angielskiego, a nawet panią od matematyki chociaż ten przedmiot nie był moim ulubionym. Lubiłem tam chodzić do szkoły i lubiłem lekcje. Po operacji uczyłem się w domu i nauczyciele przyjeżdżali do mnie. To była normalna szkoła ale ja chodziłem do klasy terapeutycznej razem z innymi dziećmi z orzeczeniami, a w piątej i szóstej klasie miałem już nauczanie indywidualne i tylko niektóre lekcje z resztą klasy.

Pierwszy rok gimnazjum to było dla mnie piekło. To była prywatna szkoła: gimnazjum i liceum i mogłem chodzić tam kolejne 6 lat, ale to było okropnie. Niektórzy uczniowie byli koszmarni i próbowali mi dokuczać i pewnie im by się udało gdyby nie moja matka nie wkroczyła do akcji. Wiecie moja mama to fighterka i zdaje się że tam była niezła rozróba. Nauczyciele też byli różni, na ogół ok, poza okropną chemiczką. W drugiej klasie przeniosłem się do innej szkoły – zwykłego rejonowego gimnazjum koło domu i to była bardzo dobra decyzja. Miałem tam indywidualne lekcje ale też część z klasą. Poznałem tam fajnych kolegów i koleżanki, chociaż oczywiście paru głąbów też mi się trafiło, ale już lepiej sobie z tym radziłem. Szczególnie lubiłem panią od polskiego, fajnie nam się pracowało i pana od historii który miał nieziemskie poczucie humoru.

Z tamtych czasów została mi dwójka przyjaciół z pierwszego gimnazjum, z którymi do tej pory czasami się spotykam, a z drugiego gimnazjum też mam parę osób z którymi jestem cały czas w kontakcie. A pana od historii czasami spotykam jak przychodzi z uczniami do Pałacu!

Jak ukończyłem gimnazjum mieliśmy ogromny problem ze znalezieniem kolejnej szkoły. Zwłaszcza że zlikwidowali nauczanie indywidualne włączające. W normalnej szkole bym sobie nie poradził. Nauczanie domowe też nie było dobrym rozwiązaniem bo nie miałbym kontaktu ze rówieśnikami. Całe lato jeździliśmy do różnych szkół i dosłownie dzień przed rozpoczęciem roku rodzice znaleźli mi świetną szkołę: liceum prywatne z autorskim programem dostosowany do ucznia. No i teraz opowiem wam trochę o tym liceum.

Szkoła średnia czyli liceum to jest jednak duże wyzwanie dla kogoś takiego jak ja. Gdyby nie to że robiliśmy z mamą wszystkie lekcje wraz jeszcze w domu i że nauczyciele bardzo mnie wspierali, a program pozwalał np. na zamianę rozprawki na prezentację, to w życiu nie dałbym sobie rady. Szczególnie jak zaczęła się pandemia i wszystkie lekcje tak naprawdę robiliśmy sami. To było ogromne wyzwanie. Oczywiście nie zdawałem już matury, ale ukończenie liceum i średnie wykształcenie uważam za mój ogromny sukces.

W tej szkole poznałem mnóstwo zwariowanych ludzi z niektórymi bardzo się zaprzyjaźniłem. Z moją ulubioną przyjaciółką często rozmawiamy do tej pory i jak tylko udaje nam się zorganizować to się spotykamy.

Ta szkoła nie była blisko domu, więc miałem kolejne wyzwanie. Na zajęcia zawoził mnie tata, ale wrócić musiałem sam. I wtedy zacząłem ćwiczyć jeżdżenie autobusami. Na początku byłem trochę przerażony ale dość szybko odkryłem że całkiem nieźle sobie radzę! I od tej pory daję sobie radę w podróżach po Warszawie.

Ta pandemia Covid strasznie mnie z irytowała, ponieważ zabrała mi prawie 2 lata które mogłem spędzić z moimi koleżankami w szkole, no i skasowała mi studniówkę, czego do tej pory nie mogłem odżałować. Naprawdę jak o tym myślę to jestem wściekły.

Teraz ostatni rozdział: moja ostatnia szkoła. Po liceum już w ogóle nie było co zrobić, nie miałem żadnego pomysłu na życie a miałem dopiero 21 lat i to jest tragedia. I wtedy tata zapisał się ze mną do szkoły fotograficznej. Jeździliśmy na zajęcia w weekendy, i naprawdę nie znam ojca który by coś takiego zrobił dla swojego syna. Także tato szacun. Uczyliśmy się tam przez 2 lata, bo potem trzeba było mieć praktyki no i to już nam nie wyszło. Ale to nie był stracony czas, bo dowiedziałem się tam wielu ciekawych rzeczy. Na tym skończyły się moje szkoły.

Teraz dziwnie się czuję jak jest 1 września i nie chodzę już do szkoły. Przez kilka lat wpadałem do szkoły z wizytą, spotykałem się z nauczycielami którzy jeszcze pracują, bo niektórzy przenieśli się gdzieś indziej. To były dobre spotkania i wspomnienia. Mam duży sentyment do moich szkolnych lat i do wielu osób które podczas nich spotkałem.