Październik

Miałam regularnie pisać. Proszę bardzo. Piszę.

Naprawdę nie potrafię wymyślić lepszego tytułu posta, przepraszam. Mózg mi nie działa.

Otóż dwa dni temu Kuba radośnie oznajmił przy kolacji, że jest przeziębiony i powinien nazajutrz zostać w domu, po czym na dowód prawdziwości swojej deklaracji dwukrotnie kaszlnął.

Ja mam specjalizację w zakresie wykrywania ściemy u moich chłopaków, ale tym razem byłam zmęczona i nie włączyłam trybu aktywnego, więc tylko się zastanowiłam, o co mu może chodzić? Bo ostatnio jeździł na zajęcia z dużą ochotą. I wracał podobnie.

Następnego poranka nie trzeba było wykrywacza ściem, bo kaszlał i kichał na maksa. No i oczywiście okazało się, że mamy zepsuty termometr. Wprawdzie Piter od razu zamówił nowy, ale na nowy trzeba było czekać do jutra, a ten tu naprawdę nie wyglądał zbyt ciekawie.

To, że został w domu, okazało się nam nawet na rękę, ponieważ w Pałacu potrzebna była pomoc na cito! przy wernisażu japońskim. Ja ostatnio padłam na zwykłym spacerze z psem, więc jakoś tak słabo widziałam się dygającą do Pałacu na piechotę. A iść powinnam, bo Janek bez wsparcia niekoniecznie poradziłby sobie, ponieważ nie chodziło o standardowe zadanie, tylko o coś zupełnie nowego.

No i skoro Kuba był w domu, to Piter nie musiał z nim jeździć na drugi koniec miasta, dwukrotnie, a to zwiększało moje szanse na podwózkę do Pałacu. Sprytne, prawda?

Ostatecznie wernisażu nie obejrzeliśmy. Było za dużo ludzi. Zaczekamy do przyszłego tygodnia i obejrzymy go sobie na spokojnie. Poszliśmy za to do Galerii Północnej, głównie żeby obejrzeć klatkę schodową z kręconymi żeliwnymi schodami. Piękne są. A potem przespacerowaliśmy się do fotopułapki.

I mówię wam: pięknie było… Miękkie słońce, ciepło, nawet te zmęczone sezonem kwiaty… Ja bardzo lubię takie klimaty.

Natomiast nie jestem fanką atakujących kasztanowców.

Na przedpolu mamy sporo kasztanowców i mało kto tam przychodzi zbierać kasztany, co zachwyciło Jaśka i przypomniało czasy dzieciństwa. Przynajmniej do czasu, kiedy z nieba zaczęły w nas walić zbrojne oddziały Aesculus hippocastanum, w postaci kolczastych i twardych skurczybyków.

No OK, może nie z nieba, tylko z koron drzew. Jak cię coś chce znokautować, to się nie przyglądasz, tylko zwiewasz.

Ale spacer bardzo udany. Polecam.

ps.
Dziś Piter odebrał nowy termometr. Sprawdził synowi temperaturę: Kuba faktycznie gorączkuje. Leczymy go dalej.
Następnie mój mąż naprawił stary termometr, ten zepsuty.
Chcecie zapytać, dlaczego tego nie zrobił wczoraj, zanim kupił drugi?
A bo ja wiem?