Miałam regularnie pisać. Proszę bardzo. Piszę.
Naprawdę nie potrafię wymyślić lepszego tytułu posta, przepraszam. Mózg mi nie działa.
Otóż dwa dni temu Kuba radośnie oznajmił przy kolacji, że jest przeziębiony i powinien nazajutrz zostać w domu, po czym na dowód prawdziwości swojej deklaracji dwukrotnie kaszlnął.
Ja mam specjalizację w zakresie wykrywania ściemy u moich chłopaków, ale tym razem byłam zmęczona i nie włączyłam trybu aktywnego, więc tylko się zastanowiłam, o co mu może chodzić? Bo ostatnio jeździł na zajęcia z dużą ochotą. I wracał podobnie.
Następnego poranka nie trzeba było wykrywacza ściem, bo kaszlał i kichał na maksa. No i oczywiście okazało się, że mamy zepsuty termometr. Wprawdzie Piter od razu zamówił nowy, ale na nowy trzeba było czekać do jutra, a ten tu naprawdę nie wyglądał zbyt ciekawie.
To, że został w domu, okazało się nam nawet na rękę, ponieważ w Pałacu potrzebna była pomoc na cito! przy wernisażu japońskim. Ja ostatnio padłam na zwykłym spacerze z psem, więc jakoś tak słabo widziałam się dygającą do Pałacu na piechotę. A iść powinnam, bo Janek bez wsparcia niekoniecznie poradziłby sobie, ponieważ nie chodziło o standardowe zadanie, tylko o coś zupełnie nowego.
No i skoro Kuba był w domu, to Piter nie musiał z nim jeździć na drugi koniec miasta, dwukrotnie, a to zwiększało moje szanse na podwózkę do Pałacu. Sprytne, prawda?
Ostatecznie wernisażu nie obejrzeliśmy. Było za dużo ludzi. Zaczekamy do przyszłego tygodnia i obejrzymy go sobie na spokojnie. Poszliśmy za to do Galerii Północnej, głównie żeby obejrzeć klatkę schodową z kręconymi żeliwnymi schodami. Piękne są. A potem przespacerowaliśmy się do fotopułapki.
I mówię wam: pięknie było… Miękkie słońce, ciepło, nawet te zmęczone sezonem kwiaty… Ja bardzo lubię takie klimaty.
Natomiast nie jestem fanką atakujących kasztanowców.
Na przedpolu mamy sporo kasztanowców i mało kto tam przychodzi zbierać kasztany, co zachwyciło Jaśka i przypomniało czasy dzieciństwa. Przynajmniej do czasu, kiedy z nieba zaczęły w nas walić zbrojne oddziały Aesculus hippocastanum, w postaci kolczastych i twardych skurczybyków.
No OK, może nie z nieba, tylko z koron drzew. Jak cię coś chce znokautować, to się nie przyglądasz, tylko zwiewasz.
Ale spacer bardzo udany. Polecam.
ps.
Dziś Piter odebrał nowy termometr. Sprawdził synowi temperaturę: Kuba faktycznie gorączkuje. Leczymy go dalej.
Następnie mój mąż naprawił stary termometr, ten zepsuty.
Chcecie zapytać, dlaczego tego nie zrobił wczoraj, zanim kupił drugi?
A bo ja wiem?